Radość i ulga ciągle
mieszał się w niej z lękiem. W końcu miała to wszystko za sobą,
mogła spróbować zapomnieć o tamtym życiu, pełnym strachu o
każdy dzień, o najbliższych. Po upływie długiego czasu w końcu
mogła wrócić do kraju. Chociaż obawiała się tego i to bardzo.
Ale tylko tutaj mogła poczuć się jak w domu. Była zmęczona
przenoszeniem się do ciągle nowych miast, krajów... Kiedy tylko
pojawiła się taka możliwość, zdecydowała się wrócić na stare
śmieci, chociaż nie do końca... Już sporo czasu temu zmienił się
jej sposób myślenia, podejście do życia, pogodziła się też ze
śmiercią matki, ale mimo to bała się wracać do domu, z którym
wiązało się tyle wspomnień, bała się, że mogłoby to zburzyć
spokój, jaki udało jej się w sobie zbudować. Dlatego też prosto
z lotniska mecenas przywiózł ją tutaj – na nowe osiedle, gdzie
miało na nią czekać mieszkanie i umowa gotowa do podpisania.
Wysiadła z samochodu, rozglądając się dookoła i biorąc głęboki wdech. A więc to tutaj miał być ich nowy dom... Odwróciła się, otwierając tylne drzwi. Odpięła z fotelika prawie 2,5 roczną dziewczynkę i pomogła jej wysiąść.
- Chodź Kochanie... - Wzięła rozespane dziecko na ręce. - Tutaj będzie nasz domek, wiesz? Taam... - wskazała jej okno kilka pięter wyżej – będziemy mieszkać. - Musnęła ustami jej ciemne włoski zebrane w dwa kucyki. Tylko kolor włosów odziedziczyła po niej. Była wierną kopią tatusia – miała taki sam nosek, tak samo się uśmiechała...
- Chodźcie... - Mecenas uśmiechnął się, spoglądając na nie i zabierając walizki, skierował się w stronę wejścia do budynku.
Podeszła do schodów, kiedy prawie wpadła na młodą dziewczynę, która wyraźnie zdenerwowana zbiegała z góry. Gładko spięte włosy, wysokie szpilki i elegancki kostium. Typowa dziewczyna z dużej firmy.
- Przepraszam...
Spojrzała na nią tylko zirytowana i zdecydowanym krokiem wyszła z budynku.
- Miłych będę miała sąsiadów. - Uśmiechnęła się do mężczyzny, który pojawił się obok niej. - Czwarte piętro, tak?
- Tak, tak.
- Tutaj. - Wskazał drzwi, przy których właśnie się zatrzymał i nacisnął dzwonek.
Po chwili w progu pojawił się mężczyzna, który od razu zaprosił ich do środka.
- Marek Wiśniewski. - Uśmiechnął się, podając rękę dziewczynie.
- Maja Chojnacka.
- Proszę, zapraszam... - Skierował się w głąb mieszkania. - Wszystko jest gotowe, tak jak pani... panie prosiły. - Uśmiechnął się do dziewczynki wtulającej się w ramiona mamy. - A tutaj umowa... Jeden egzemplarz oczywiście dla pani.
- Julcia, usiądziesz sobie tutaj, dobrze? - Zwróciła się do córeczki, sadzając ją na kanapie i sama sięgnęła po długopis. Złożyła podpis we wskazanych miejscach i spojrzała na mecenasa, który posłał jej ciepły uśmiech, widząc jak się denerwuje tym wszystkim.
- Mam nadzieję, że będziecie się tutaj dobrze czuć. Gdyby coś się działo, tutaj jest moja wizytówka. - Właściciel mieszkania położył na stoliku biały kartonik. - Powodzenia. - Uśmiechnął się, wychodząc.
Uśmiechając się, kucnęła obok dziewczynki, która zajęła się pluszakiem trzymanym cały czas w rączkach. Julka była jej oczkiem w głowie, nie miała już nikogo poza nią i gdyby nie ona nigdy nie dałaby rady. Musiała być silna dla niej.
- Chodź... - Jan podszedł do niej, wskazując drzwi do kolejnego pokoju. - To Twoja sypialnia. - Odezwał się, kiedy zatrzymała się w progu. - A tam... - wskazał drzwi tuż obok – pokój Małej.
- Dziękuję. - Spojrzała na mężczyznę, podchodząc do łóżeczka stojącego pod ścianą. - Dziękuję za wszystko. Gdyby nie pan...
- Majka...
- Wiem. - Przytaknęła, ocierając z twarzy pojedyncze łzy.
- Muszę się zbierać, za godzinę mam rozprawę. Dacie sobie radę?
- Tak. - Przytaknęła od razu. - Jesteśmy w domu, będzie już dobrze.
- … - Uśmiechnął się. - Przyniosę jeszcze tylko coś z samochodu. Zrobiłem wam zakupy po drodze na lotnisko.
- Dziękuję...
- Słoneczko! Julcia, chodź... - Wyciągnęła ręce do dziewczynki. - Chodź, zobaczysz swój nowy pokoik... Chodź... - Łapiąc ją za łapki, poprowadziła do pokoju obok. - Zobacz... - przykucnęła, obejmując Małą – tutaj jest twoje łóżeczko, a tam... - wskazała komodę – poustawiamy twoje zabawki. Podoba ci się?
- … - Przytaknęła.
- Moje Kochanie... - Musnęła jej główkę. - Pomożesz mi się rozpakować? Powyciągasz swoje pluszaki i ułożysz na łóżku, tak?
- Taa!
Przyniosła do pokoju torbę z rzeczami dziewczynki i jeszcze przez moment stała, przyglądając się, jak trochę nieporadnie, ale z pełnym zaangażowaniem Mała wyjmuje z niej swoje rzeczy. W końcu przeszła do swojego pokoju i zajęła się swoimi rzeczami.
Właśnie kończyła układać w szafie ubrania z jednej walizki, kiedy Julka wbiegła do pokoju.
- Mama! - Od razu znalazła się przy Majce, uśmiechając się. - Chooć! - Zaczęła ciągnąć ją za rękę w stronę swojego pokoju.
- Powoooli... - Roześmiała się.
- Paa! - Z dumą wskazała rączką na pluszaki, które równiutko ustawiła na łóżku.
- Pięknie! - Musnęła jej główkę. - Pokażesz teraz mamusi jak je ustawić na komodzie?
- Tu! - Jeszcze raz wskazała łóżko.
- A... aha... Kochanie... - Kucnęła obok dziewczynki, spoglądając jej w oczka. - Przecież nie zmieścisz się w łóżku z wszystkimi zabawkami. Zobacz... - wzięła do ręki dawną, ale ukochaną grzechotkę Małej - to jest całe twarde i plastikowe, do tego nie da się przytulić.
- Da! - Stwierdziła od razu z pełnym przekonaniem.
- A może wybierzesz sobie kilka pluszaków, co? A resztę ustawimy tam... - wskazała półkę – i rano razem się pobawimy.
- Nee! - Pokręciła główkę, wdrapując się na łóżko. - Sysko!
Westchnęła, patrząc bezradnie na córkę. Za każdym razem, kiedy tylko w oczach Małej pojawiały się łzy, była wstanie zgodzić na wszystko o co by ją poprosiła.
- No dobrze... A teraz chodź... Zobaczymy co nam pan Jan kupił dobrego i przygotujemy sobie jakąś kolację.
- Mogę syskie? - Julka postanowiła się upewnić, czy udało jej się uzyskać to co chciała.
- Możesz. - Potwierdziła niechętnie. - Chodź... - wyciągnęła rękę, którą Mała od razu złapała. - I co my tu mamy... - Uśmiechnęła się, zaglądając do siatek zostawionych na stole. - Mamy chlebek, serek, twoją ulubioną kaszkę... - Wymieniała, wyjmując kolejne produkty. - To na co masz ochotę?
- Kaska!
- Kaszka, dobrze. - Uśmiechnęła się i podeszła do szafek, w których znalazła kilka najpotrzebniejszych naczyń.
Kilkanaście minut później posadziła dziewczynkę przy stole i położyła przed nią miseczkę.
- Zjesz sama?
- Taak!
Kiedy w końcu udało jej się położyć Małą i rozpakowała do końca jej rzeczy, sama wzięła szybki prysznic i jeszcze na moment zajrzała do pokoju dziecka. Uśmiechnęła się do siebie, kucając obok łóżka i odgarniając włoski z policzka Julki.
- Kocham cię. - Wyszeptała, muskając jej główkę i poprawiając kołderkę. Po chwili wyszła z pokoju i przymykając drzwi, skierowała się do swojej sypialni. Powinna zająć się swoimi rzeczami, ale tak strasznie jej się nie chciało. Położyła się, przymykając oczy. To był jedyny moment w ciągu dnia jaki miała tylko dla siebie. Kiedy Mała zasypiała, ona mogła w końcu położyć się i pomyśleć. Od kilku dni myślała o tym samym. Co będzie dalej, jak sobie ułożą życie tutaj, w Warszawie... Nie raz pojawił się w jej głowie Paweł. Przez ten cały czas, przez ostatnie trzy lata, nauczyła się żyć z dala od niego, nauczyła się myśleć o nim prawie bez emocji, ale teraz zaczynała się bać, czy powrót tutaj, chociaż o tym marzyła, na pewno był dobrym pomysłem. W każdym momencie mogła spotkać Pawła. Kiedyś... myślała, że jak tylko będzie mogła, będzie musiała się z nim spotkać, porozmawiać, wyjaśnić wszystko... Przecież była Julka. Ale kiedy mijało coś więcej czasu, wydawało jej się to coraz trudniejsze, bo co miałaby mu powiedzieć? Zresztą.... pewnie i tak nie chciałby jej widzieć, wysłuchać.
Wysiadła z samochodu, rozglądając się dookoła i biorąc głęboki wdech. A więc to tutaj miał być ich nowy dom... Odwróciła się, otwierając tylne drzwi. Odpięła z fotelika prawie 2,5 roczną dziewczynkę i pomogła jej wysiąść.
- Chodź Kochanie... - Wzięła rozespane dziecko na ręce. - Tutaj będzie nasz domek, wiesz? Taam... - wskazała jej okno kilka pięter wyżej – będziemy mieszkać. - Musnęła ustami jej ciemne włoski zebrane w dwa kucyki. Tylko kolor włosów odziedziczyła po niej. Była wierną kopią tatusia – miała taki sam nosek, tak samo się uśmiechała...
- Chodźcie... - Mecenas uśmiechnął się, spoglądając na nie i zabierając walizki, skierował się w stronę wejścia do budynku.
Podeszła do schodów, kiedy prawie wpadła na młodą dziewczynę, która wyraźnie zdenerwowana zbiegała z góry. Gładko spięte włosy, wysokie szpilki i elegancki kostium. Typowa dziewczyna z dużej firmy.
- Przepraszam...
Spojrzała na nią tylko zirytowana i zdecydowanym krokiem wyszła z budynku.
- Miłych będę miała sąsiadów. - Uśmiechnęła się do mężczyzny, który pojawił się obok niej. - Czwarte piętro, tak?
- Tak, tak.
- Tutaj. - Wskazał drzwi, przy których właśnie się zatrzymał i nacisnął dzwonek.
Po chwili w progu pojawił się mężczyzna, który od razu zaprosił ich do środka.
- Marek Wiśniewski. - Uśmiechnął się, podając rękę dziewczynie.
- Maja Chojnacka.
- Proszę, zapraszam... - Skierował się w głąb mieszkania. - Wszystko jest gotowe, tak jak pani... panie prosiły. - Uśmiechnął się do dziewczynki wtulającej się w ramiona mamy. - A tutaj umowa... Jeden egzemplarz oczywiście dla pani.
- Julcia, usiądziesz sobie tutaj, dobrze? - Zwróciła się do córeczki, sadzając ją na kanapie i sama sięgnęła po długopis. Złożyła podpis we wskazanych miejscach i spojrzała na mecenasa, który posłał jej ciepły uśmiech, widząc jak się denerwuje tym wszystkim.
- Mam nadzieję, że będziecie się tutaj dobrze czuć. Gdyby coś się działo, tutaj jest moja wizytówka. - Właściciel mieszkania położył na stoliku biały kartonik. - Powodzenia. - Uśmiechnął się, wychodząc.
Uśmiechając się, kucnęła obok dziewczynki, która zajęła się pluszakiem trzymanym cały czas w rączkach. Julka była jej oczkiem w głowie, nie miała już nikogo poza nią i gdyby nie ona nigdy nie dałaby rady. Musiała być silna dla niej.
- Chodź... - Jan podszedł do niej, wskazując drzwi do kolejnego pokoju. - To Twoja sypialnia. - Odezwał się, kiedy zatrzymała się w progu. - A tam... - wskazał drzwi tuż obok – pokój Małej.
- Dziękuję. - Spojrzała na mężczyznę, podchodząc do łóżeczka stojącego pod ścianą. - Dziękuję za wszystko. Gdyby nie pan...
- Majka...
- Wiem. - Przytaknęła, ocierając z twarzy pojedyncze łzy.
- Muszę się zbierać, za godzinę mam rozprawę. Dacie sobie radę?
- Tak. - Przytaknęła od razu. - Jesteśmy w domu, będzie już dobrze.
- … - Uśmiechnął się. - Przyniosę jeszcze tylko coś z samochodu. Zrobiłem wam zakupy po drodze na lotnisko.
- Dziękuję...
- Słoneczko! Julcia, chodź... - Wyciągnęła ręce do dziewczynki. - Chodź, zobaczysz swój nowy pokoik... Chodź... - Łapiąc ją za łapki, poprowadziła do pokoju obok. - Zobacz... - przykucnęła, obejmując Małą – tutaj jest twoje łóżeczko, a tam... - wskazała komodę – poustawiamy twoje zabawki. Podoba ci się?
- … - Przytaknęła.
- Moje Kochanie... - Musnęła jej główkę. - Pomożesz mi się rozpakować? Powyciągasz swoje pluszaki i ułożysz na łóżku, tak?
- Taa!
Przyniosła do pokoju torbę z rzeczami dziewczynki i jeszcze przez moment stała, przyglądając się, jak trochę nieporadnie, ale z pełnym zaangażowaniem Mała wyjmuje z niej swoje rzeczy. W końcu przeszła do swojego pokoju i zajęła się swoimi rzeczami.
Właśnie kończyła układać w szafie ubrania z jednej walizki, kiedy Julka wbiegła do pokoju.
- Mama! - Od razu znalazła się przy Majce, uśmiechając się. - Chooć! - Zaczęła ciągnąć ją za rękę w stronę swojego pokoju.
- Powoooli... - Roześmiała się.
- Paa! - Z dumą wskazała rączką na pluszaki, które równiutko ustawiła na łóżku.
- Pięknie! - Musnęła jej główkę. - Pokażesz teraz mamusi jak je ustawić na komodzie?
- Tu! - Jeszcze raz wskazała łóżko.
- A... aha... Kochanie... - Kucnęła obok dziewczynki, spoglądając jej w oczka. - Przecież nie zmieścisz się w łóżku z wszystkimi zabawkami. Zobacz... - wzięła do ręki dawną, ale ukochaną grzechotkę Małej - to jest całe twarde i plastikowe, do tego nie da się przytulić.
- Da! - Stwierdziła od razu z pełnym przekonaniem.
- A może wybierzesz sobie kilka pluszaków, co? A resztę ustawimy tam... - wskazała półkę – i rano razem się pobawimy.
- Nee! - Pokręciła główkę, wdrapując się na łóżko. - Sysko!
Westchnęła, patrząc bezradnie na córkę. Za każdym razem, kiedy tylko w oczach Małej pojawiały się łzy, była wstanie zgodzić na wszystko o co by ją poprosiła.
- No dobrze... A teraz chodź... Zobaczymy co nam pan Jan kupił dobrego i przygotujemy sobie jakąś kolację.
- Mogę syskie? - Julka postanowiła się upewnić, czy udało jej się uzyskać to co chciała.
- Możesz. - Potwierdziła niechętnie. - Chodź... - wyciągnęła rękę, którą Mała od razu złapała. - I co my tu mamy... - Uśmiechnęła się, zaglądając do siatek zostawionych na stole. - Mamy chlebek, serek, twoją ulubioną kaszkę... - Wymieniała, wyjmując kolejne produkty. - To na co masz ochotę?
- Kaska!
- Kaszka, dobrze. - Uśmiechnęła się i podeszła do szafek, w których znalazła kilka najpotrzebniejszych naczyń.
Kilkanaście minut później posadziła dziewczynkę przy stole i położyła przed nią miseczkę.
- Zjesz sama?
- Taak!
Kiedy w końcu udało jej się położyć Małą i rozpakowała do końca jej rzeczy, sama wzięła szybki prysznic i jeszcze na moment zajrzała do pokoju dziecka. Uśmiechnęła się do siebie, kucając obok łóżka i odgarniając włoski z policzka Julki.
- Kocham cię. - Wyszeptała, muskając jej główkę i poprawiając kołderkę. Po chwili wyszła z pokoju i przymykając drzwi, skierowała się do swojej sypialni. Powinna zająć się swoimi rzeczami, ale tak strasznie jej się nie chciało. Położyła się, przymykając oczy. To był jedyny moment w ciągu dnia jaki miała tylko dla siebie. Kiedy Mała zasypiała, ona mogła w końcu położyć się i pomyśleć. Od kilku dni myślała o tym samym. Co będzie dalej, jak sobie ułożą życie tutaj, w Warszawie... Nie raz pojawił się w jej głowie Paweł. Przez ten cały czas, przez ostatnie trzy lata, nauczyła się żyć z dala od niego, nauczyła się myśleć o nim prawie bez emocji, ale teraz zaczynała się bać, czy powrót tutaj, chociaż o tym marzyła, na pewno był dobrym pomysłem. W każdym momencie mogła spotkać Pawła. Kiedyś... myślała, że jak tylko będzie mogła, będzie musiała się z nim spotkać, porozmawiać, wyjaśnić wszystko... Przecież była Julka. Ale kiedy mijało coś więcej czasu, wydawało jej się to coraz trudniejsze, bo co miałaby mu powiedzieć? Zresztą.... pewnie i tak nie chciałby jej widzieć, wysłuchać.
Komentarze
Prześlij komentarz