5.

- Psyjdzies znofu? - Julka odwróciła się jeszcze do Pawła, w progu mieszkania.
- Przyjdę. - Uśmiechnął się, kucając przed nią. - Cześć.
- Ceść! - Podała mu łapkę.
Kiedy mała w końcu zniknęła za rogiem, biegnąc do swojego pokoju, podniósł się, spoglądając na Majkę.
- Dziękuję. - Odezwała się. - Julka naprawdę dobrze się dzisiaj bawiła.
- Ja też... - Odpowiedział od razu. - Chciałbym... spędzać z nią trochę czasu, móc ją poznać...
- … - Przytaknęła. - Dlatego ci powiedziałam. Masz do tego prawo, a Mała cię potrzebuje.
- Jest cudowna. - Uśmiechnął się. - Dobra, idę na górę. Gdybyś czegoś potrzebowała...
- Mhm, dziękuję.

***

Wstawił wodę na kawę i oparł się plecami o kuchenne szafki, próbując w jakikolwiek sposób zebrać myśli. Kiedy wychodził o świcie od Janka, nie pomyślałby, że ten poranek rozwinie się w ten sposób. Że w trójkę zjedzą śniadanie, pójdą na spacer... Mała była cudowna. Tylko... co dalej? Jak to wszystko mają sobie ułożyć?
Do tego wszystkiego na wyświetlaczu jego telefonu ciągle wyświetlała się wiadomość o kilku nieodebranych połączeniach od Izy. Będzie musiał z nią porozmawiać. Tylko co powiedzieć? Dziewczyna była na niego cięta od momenty, kiedy postawił sprawę jasno – ona ma męża, więc z nimi koniec. Kilka razy miał już ochotę rzucić tę całą pracę w cholerę, ale... teraz to chyba nie było dobre wyjście? Mieli z Jankiem kredyt i sam spokojnie dałby sobie radę, ale nie był już sam, miał dziecko...
Wypił tylko kilka łyków kawy i zabierając kurtkę wyszedł z mieszkania. Wsiadł do samochodu i pojechał prosto do bistra.
- A ty nie w robocie? - Janek spojrzał na niego, kiedy tylko wszedł do środka.
- Proszę cię. Iza do mnie wydzwania cały dzień. - Wszedł za bar, zdejmując płaszcz. - Nie wiem co jej jutro powiem. Będzie wściekła!
- Oj Paweł, Paweł... - Pokręcił głową, podstawiając filiżankę pod ekspres.
- Co?!
- Spokojnie... Byłeś u Majki?
- Byłem. - Przytaknął. - Zjadłem z nimi śniadanie, poszliśmy na spacer...
- I co teraz z wami będzie?
- Z nami? Jakimi nami? Jest Julka i tyle...
- Paweł! - Nie zauważyli nawet, kiedy Iza pojawiła się w lokalu i od razu obdarzyła Zduńskiego wściekłym spojrzeniem. - Może ty naprawdę chcesz, żebym cię zwolniła, co?
- Iza... - Podszedł do dziewczyny. - Chodź, usiądziemy...
Bez słowa usiadła na jednej z kanap i spojrzała wyczekująco na chłopaka.
- To co masz mi do powiedzenia?
- Przepraszam, że się nie odezwałem. - Usiadł naprzeciwko brunetki.
- Bo?
- Musiałem załatwić ważną sprawę. Rodzinną. - Dodał.
- Rodzinną. Paweł proszę cię. Pracujemy w poważnej firmie, a nie...
- Wiem! - Przerwał jej. - I obiecuję, że więcej nie będziesz się denerwować.
- Dobra już! Daj mi kawę.

***

Uśmiechnęła się do siebie, zaglądając do pokoju Małej. Oparła się o futrynę, obserwując przez dłuższą chwilę dziecko siedzące na dywanie wśród całej masy pluszaków. Wycofała się w końcu niezauważona. Przeszła do kuchni i biorąc do ręki kubek z kawą, oparła się o szafki i spojrzała w okno. Ciągle miała przed oczami roześmianą twarz dziewczynki bawiącej się z Pawłem. Wiedziała, że Zduński nie zignoruje tego co mu powie, że będzie starał się być ojcem dla ich dziecka, ale dzisiaj zupełnie ją zaskoczył. Dopiero wczoraj dowiedział się o wszystkim, o istnieniu Julki, a już kolejnego dnia przyszedł taki zdecydowany, pewny. Został i spędził z Małą naprawdę sporo czasu, a przecież musiał to być dla niego szok. Znowu wywróciła mu życie do góry nogami. Nie potrafiła nie myśleć o tym jak bardzo, czy tylko jemu... Mógł przecież przez ten czas związać się z kimś, założyć własną rodzinę, która... mogła nie wytrzymać takiej rewolucji. Potrząsnęła głową, odkładając kubek i wychodząc do łazienki. Już dawno miała zrobić pranie. Takie myśli w niczym nie pomagały. Nawet jeżeli był teraz w jakimś związku, to to była tylko jego sprawa. Dla niej powinny się liczyć tylko jego dobre chęci względem Julki.
- Mama! - Usłyszała nagle wołanie córeczki i tupot jej nóżek. - Oć bawić!
- Słońce, mama musi dokończyć... - Przykucnęła przed dziewczynką. - Pomożesz mi? Powrzucasz to do pralki?

***

Od samego rana padał gęsty śnieg. Dlatego kiedy po południu pogoda nieco się poprawiła, Chojnacka odetchnęła z ulgą. Julka od zawsze uwielbiała spacery i trudno było ją przekonać, że wyjście w tym momencie nie jest najlepszym pomysłem.
- To co teraz robimy? - Odkładając ostatni garnek do szafki, odwróciła się do dziecka zajętego kartką i kolorowymi pisakami. - Idziemy na spacerek?
- Taaaak! - Od razu na buzi Julki pojawił się szeroki uśmiech, a w oczkach zabłysnęły wesołe iskierki.
- To chodź. Ubieramy się! - Pomogła jej zejść z krzesła i zanim sama znalazła się w przedpokoju, Mała już stała, trzymając w rączkach buciki. - … - Kąciki jej ust uniosły się wysoko ku górze. - Daj, mama ci pomoże...
- Oooć! - Julka patrzyła na nią niecierpliwie, stojąc pod drzwiami, kiedy zakładała swój płaszcz i zabierała torebkę.
- Juuż. Chodź. Łapka. - Wyciągnęła dłoń do dziewczynki, którą ta od razu złapała. - To dokąd idziemy? - Zapytała, kiedy znalazły się przed blokiem.
- Tam! - Wskazała rączką w stronę parku, w którym był wczoraj z Pawłem.
- Majka?! - Nagle usłyszała za sobą głos Zduńskiego.
- … - Odwróciła się gwałtownie, a pierwszym co jej się rzuciło w oczy, była torba przewieszona przez ramię.
- Cześć. - Uśmiechnął się delikatnie. - Idziecie na spacer?
- Cześć... Idziemy... Julki nie da się utrzymać w domu... - Odwzajemniła gest niepewnie. - Wyjeżdżasz gdzieś? - Wyrzuciła z siebie.
- Co... Tak. 2-3 dni... Zajrzę do was jak wrócę, dobrze?
- … - Skinęła głową. - Nie musisz pytać. - Uśmiechnęła się.
- Muszę iść. Janek mi głowę urwie. Julka... - Przykucnął przed dziewczynką. - Cześć? - Wyciągnął do niej dłoń.
- Ceeś! - Zacisnęła na niej paluszki, uśmiechając się.
- Uważajcie na siebie.
Przez chwilę patrzyła na niego jak odchodzi w stronę samochodu, nie zważając na Małą ciągnącą ją za rękę. Dosłyszała jeszcze skrawek jego rozmowy przez telefon.
- Przecież obiecałem. Tak... Jutro wieczorem wszystko będziesz miała na mailu. Iza, proszę cię...

Komentarze