3.

- Po co przyjechałaś? - Spojrzał kątem oka na dziewczynę, wsiadając do jej samochodu.
- Bo znając ciebie spóźniłbyś się. - Odpaliła silnik i ruszyła z parkingu. - Kto to był?
- Co? Daruj sobie. - Odwrócił twarz w stronę szyby, od razu wracając myślami do Majki. Ciągle nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Majka tutaj, w Warszawie, w jego bloku. Minęły trzy lata odkąd wyjechała, zniknęła, zostawiając go z dnia na dzień. Trzy lata odkąd próbował ją szukać na wszystkie sposoby. Tyle się zmieniło w jego życiu przez ten czasu. On się zmienił. Był już zupełnie innym człowiekiem.
Przez cały dzień w pracy nie mógł się na niczym skupić, ciągle jego myśli uciekały w stronę Mai... Co chciała mu wyjaśnić? To, że go oszukała? Że zostawiła bez słowa wyjaśnienia?
- Paweł! - Iza spojrzała niego, rzucając jednocześnie teczkę na biurko. - To się z tobą dzieje?!
- Nic.
- A może... - Usiadła na jego biurku, przyglądając mu się. - Może żałujesz? Żałujesz tego, co mi ostatnio powiedziałeś? Co Pawełku?
- Zrobiłem wszystko co chciałaś, już ci nie jestem potrzebny.
- Oj Paweł, Paweł... - Pokręciła głową. - Idź. - Zgodziła się, zauważając kątem oka męża, który właśnie pojawił się w progu.
- Do jutra.
- Cześć Kochanie. - Darek podszedł do Sajdak, muskając jej policzek. - Cześć. - Podał rękę Zduńskiemu.

***

- Mama! - Julka spojrzała na Maję wyczekująco, kiedy nie reagowała.
- Co? - Przeniosła na nią wzrok, gwałtownie wyrwana z zamyślenia. - Przepraszam Kochanie, mamusię trochę... boli głowa. Pobawisz się przez chwilę sama, co? Ja się położę tutaj i cały czas będę na ciebie patrzeć, dobrze? - Wskazała na kanapę. - Kocham cię. - Musnęła jej główkę, wstając z podłogi.
Usiadła na kanapie, sięgając po koc leżący na oparciu. W ogóle nie potrafiła się na niczym skupić. Tak bardzo się bała. Paweł zgodził się, że porozmawiają i wcale nie zareagował tak jak się tego spodziewała. Był zaskoczony i tylko to zauważyła w jego oczach. Może był zbyt zaskoczony, żeby móc jakoś zareagować, żeby mieć do niej pretensje? Skąd w ogóle on się tu wziął? Do jakiej pracy się spieszył, kim była ta dziewczyna... Potrząsnęła delikatnie głową, próbując odgonić te myśli i spojrzała na córeczkę. Mała bawiła się spokojnie, co jakiś czas zerkając na mamę i uśmiechając się do niej pięknie.
Musiała sobie jakoś ułożyć to, co mu powie, przygotować się. Przez te trzy lata często w głowie przeprowadzała już tę rozmowę, ale teraz... Nie miała nawet z kim o tym porozmawiać, nikomu nie mogła się zwierzyć, nikogo poradzić. Była tutaj zupełnie sama. Przed wylotem do Polski zdecydowała się zadzwonić do Sylwii. Tak bardzo jej brakowało przyjaciółki. Ale za żadnym razem nie odbierała.

Właśnie wychodziła z Julką z łazienki, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Od razu serce zaczęło jej bić dwa razy szybciej. To mogły być tylko dwie osoby. Albo mecenas, albo... Paweł.
- Cześć. - Zduński odezwał się, kiedy tylko Chojnacka z małą dziewczynką w ramionach pojawiła się w progu.
- Wejdź... - Wydusiła z siebie po chwili, odsuwając się. - Zaczekaj w kuchni. Zaraz wrócę. - Poprosiła drżącym głosem, wskazała mu pomieszczenie i wyszła z Małą do jej pokoju.
- To to? - Julka zapytała, kiedy położyła ją do łóżka.
- Kto to? - Zrozumiała ze strachem. - To... To Paweł. Mama musi z nim porozmawiać. Śpiij... - Wyszeptała, zdobywając się na uśmiech i gładząc jej główkę.
Po kilkunastu minutach Mała zasnęła, a ona w końcu powoli weszła do kuchni. Zduński siedział przy stole, ze wzrokiem wbitym w blat. Usiadła po drugiej stronie i odwróciła wzrok, bojąc się odezwać i nie wiedząc od czego zacząć.
- Musiałem przyjść. - Odezwał się. - Chcę tylko wiedzieć dlaczego.
- Przepraszam. - Wyszeptała, próbując zapanować nad łzami cisnącymi się jej do oczu. - Przepraszam, że tak to się stało. Dopiero teraz mogę ci powiedzieć prawdę.
- Ale... jaką prawdę?
- Proszę... - Spojrzała na niego. Wiedziała, że jeśli będzie jej przerywał, nie będzie w stanie opowiedzieć wszystkiego. - Wiedziałeś, że moja mama miała problemy, że uciekała... Ja szczegóły poznałam dopiero w Wiedniu. Chciałam wrócić, ale... było już za późno. Musiałam zerwać z wami kontakt. Musiałam... - przymknęła oczy – musiałam powiedzieć ci, że cię nie kocham. To byli ludzie zdolni do wszystkiego. Grozili jej. Nam.
- Ale... Majka. Dlaczego... dlaczego mi nie powiedziałaś?!
- Nie mogłam. - Pokręciła głową, ocierając jednocześnie z policzków pojedyncze łzy. - Nie mogłam ryzykować, że coś ci się stanie. Musiałyśmy ciągle zmieniać mieszkania... W końcu musiałyśmy też wyjechać z Wiednia, z Austrii. Nigdzie nie mogłyśmy zostać na dłużej... Wszystko... wszystko skończyło się dopiero miesiąc temu. Mecenas pomógł mi wszystko załatwić... Szkoda... szkoda tylko, że mama nie mogła... - Dokończyła coraz bardziej płaczliwym głosem i odwróciła twarz.
- Co? Jak to...
- Pół roku temu. - Wyszeptała. - To było za dużo. Serce. - Ukryła twarz w dłoniach.
- … - Przez chwilę siedział bez słowa. - Przykro mi. Majka... - Odezwał się w końcu i wstał z miejsca, jakby chcąc do niej podejść, ale ostatecznie podszedł do okna. Odwrócił się do niej tyłem nie potrafiąc patrzeć na jej łzy, na ból jaki sprawiało jej wracanie do tego wszystkiego. - Wtedy kiedy dzwoniłaś...
- Musiałam cię okłamać. I wtedy i wcześniej w liście. Przepraszam.
- To wszystko... Majka nie wierzę... - Odwrócił się do niej przodem. - Nie wiem co mam ci powiedzieć. - Usiadł na krześle obok niej. - Jak... jak ty sobie dałaś radę...
- Musiałam. - Uśmiechnęła się blado. - Paweł... - Wzięła głęboki wdech.
- Myślałem, że... uciekłaś ode mnie. Że mnie nie kochałaś. Wtedy... siebie obwiniałem o to co się stało.
- … - Pokręciła głowa. - Kochałam cię. Naprawdę chciałam wrócić!
- Wiem. Dobrze, że już ci nic nie grozi. - Położył dłoń na jej dłoni. - I... - utkwił wzrok w kilku rysunkach zawieszonych na lodówce – dobrze, że ułożyłaś sobie życie. Pójdę. Nie będę ci przeszkadzał. - Wstał, puszczając jej dłoń i skierował się do przedpokoju. - Do zobaczenia. - Spojrzał na nią, a widząc jej pytający wzrok dodał zaraz – mieszkam nad tobą. - Dobranoc. - Chwycił za klamkę i otworzył drzwi.
Patrzyła na niego, ciągle się bojąc. Nie powiedziała mu najważniejszego. Chciała, ale wtedy w ostatniej chwili jej przerwał. Myślał, że ułożyła sobie życie, że założyła rodzinę z kimś innym...
- Paweł, zaczekaj. - Odezwała się nagle, kiedy miał już wyjść z mieszkania.
- … - Spojrzał na nią zaskoczony.
- Chodź, zamknij drzwi. - Poprosiła drżącym głosem. Tak bardzo się tego bała. Nie wiedziała czego może się spodziewać, jak Zduński zareaguje...
Spełnił jej prośbę, widząc jej przerażenie, łzy w jej oczach, drżące dłonie. Doskonale zdawał sobie sprawę, że tu nie chodzi już o bolesne wspomnienia, tylko o coś ważniejszego. Poszedł za nią z powrotem do kuchni.
Stanęła przy oknie, przez chwilę patrząc w ciemne miasto.
- Majka, co się dzieje?
- … - Przymknęła jeszcze na moment oczy. - Chciałam wrócić. Zwłaszcza... - Zaczęła drżącym głosem. - Zwłaszcza jakiś czas po wyjeździe, kiedy tylko zorientowałam się, że... że jestem w ciąży. - Wyrzuciła w końcu z siebie, ciągnąc zaraz dalej i nie zwracając uwagi na łzy spływające po policzkach. - Drugi miesiąc. Byłam w stanie oddać wszystko, byle by móc ci powiedzieć, być z tobą, ale nie mogłam. Nie mogłam ryzykować ani twojego bezpieczeństwa, ani Małej. Zwłaszcza jej. Nie mogłam jej stracić. Tylko dla niej dałam radę. Gdyby nie ona... Paweł... - Pierwszy raz odkąd zaczęła, przeniosła swoje spojrzenie na chłopaka.
- … - Patrzył na nią bez słowa. Ciągle w głowie brzmiały mu kolejne słowa wypowiadane przez nią. - Maja... - Wyszeptał. - Co ty... Że...
- Julka. Ma 2 i pół roku. Jest twoją córką. - Wyszeptała, nie mogąc już dłużej powstrzymywać płaczu.
W tym samym momencie zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, z pokoju obok rozległ się płacz i Mała wołając mamę, wpadła do kuchni.
Natychmiast zaczęła ocierać swoje policzki i wzięła dziecko na ręce, przytulając z całej siły.
- Ciii... Już dobrze. - Oparła policzek na jej główce.
Przez cały czas im się przyglądał. Jak Mała wtula się w ramiona Majki, jak powoli się uspokaja... Jego córka, jego dziecko. Nie potrafił w to uwierzyć. Po trzech latach...
Mała po dłuższej chwili zauważyła jego obecność w pomieszczeniu i zaczęła mu się ciekawie przyglądać. Od samego początku, od urodzenia widziała jak jej mama jest nieufna wobec innych, jak się boi i sama też nie lubiła obcych. Zawsze wtulała się w Majkę, chowając buzię w jej włosach, a czasami nawet reagowała płaczem. Teraz było inaczej. Patrzyła na Pawła z zaciekawieniem, jakby czując, że jego nie musi się bać, że to jest ktoś ważny.
- To jest Julka. - Maja wyszeptała w końcu, patrząc mu w oczy i poprawiając ją sobie w ramionach. - Wracamy do łóżeczka? - Przeniosła spojrzenie na Małą, gładząc jej główkę. Wyszła z nią z kuchni, kierując się do jej pokoju. Położyła Julkę do łóżka i musnęła jej czółko, gładząc ciemne włoski. - Śpij Kochanie... - Wyszeptała, starając się nie rozpłakać.
- Mamusiu...
- Tak?
- Pić ce!
- Pić... Już, zaraz ci przyniosę, dobrze? Zaraz wracam. - Powoli wyszła z pokoju Małej i bojąc się co teraz zrobi Paweł, weszła do kuchni. Gwałtownie zatrzymała się w progu i rozejrzała po pomieszczeniu. Nie wiedziała czy bardziej przerażona była, kiedy Paweł stanął w progu, czy teraz kiedy... go nie było. Wyszła na moment a on w tym czasie zniknął. Uciekł. Uciekł po tym jak dowiedział się o Małej. Oparła się dłońmi o szafki i pochyliła głowę, czując jak jej oczy znowu wypełniają się łzami.
- Mama! - W progu pomieszczenia pojawiła się Julka.
- Uciekaj do łóżka! - Odwróciła się do dziecka, próbując zmusić się do uśmiechu. - Zaraz przyjdę. - Odwróciła się z powrotem do szafek, sięgając po kubek Małej. Nalała do niego soku i biorąc głęboki wdech, skierowała się do pokoju Julki. Dziewczynka siedziała na łóżku, patrząc na nią.
- Cemu pacieś?
- Nie płaczę. - Pokręciła głową. - Napij się.
Mała zrobiła kilka łyków i oddała kubek mamie. Po chwili objęła jej szyję i mocno się do niej przytuliła.
- Kofam cię.
- Ja ciebie też bardzo kocham. Słonko moje... - Objęła ją, gładząc jej główkę i zaciskając oczy. Nie mogła się przecież rozkleić. Nie teraz. - Kładź się już. - Odsunęła ją w końcu od siebie. - Wszystko w porządku.
Pół godziny później weszła do swojego pokoju, zamknęła za sobą drzwi, położyła się na łóżku i wtulając twarz w poduszkę, w końcu mogła się rozpłakać. Nie potrafiła opanować łez ciągle spływających po policzkach. To wszystko tak cholernie bolało. Nie wiedziała czego może oczekiwać, ale przecież... Doskonale zdawała sobie sprawę, że będzie miał do niej żal, pretensje, że naprawdę go zraniła. Ale Julka... Julka nie była winna temu wszystkiemu, ona nic nie zrobiła. A jak miała odczytać to, że zniknął? Gdyby coś powiedział, zarzucił jej cokolwiek... A wychodząc jakby... dawał jej do zrozumienia, że nie chce mieć z nimi nic wspólnego...


Komentarze

Prześlij komentarz