Zegar
w jej sypialni wskazywał zaledwie 6 rano, kiedy poczuła jak małe
rączki jej córeczki, szarpią ją za rękę.
- Mammaaa! Mama oć!
- Julka... - Powoli otworzyła oczy i podniosła dłoń, odgarniając zmierzwione włoski z twarzy dziecka. - Chodź tu do mnie... - Uniosła kołdrę.
- Oć! - Mała od razu zaprotestowała.
- Ale dokąd?
- Pacel!
- Na spacer?! - Uniosła wyżej brwi. - Kochanie, jest jeszcze baardzo wcześnie. Chodź, poleżymy jeszcze troszkę, a po śniadanku obiecuję, że pójdziemy, co? No chodź się poprzytulać do mamy... - Przyciągnęła ją do siebie, zaczynając łaskotać, co od razu spowodowało u Małej wybuch śmiechu.
- Mammaaa! Mama oć!
- Julka... - Powoli otworzyła oczy i podniosła dłoń, odgarniając zmierzwione włoski z twarzy dziecka. - Chodź tu do mnie... - Uniosła kołdrę.
- Oć! - Mała od razu zaprotestowała.
- Ale dokąd?
- Pacel!
- Na spacer?! - Uniosła wyżej brwi. - Kochanie, jest jeszcze baardzo wcześnie. Chodź, poleżymy jeszcze troszkę, a po śniadanku obiecuję, że pójdziemy, co? No chodź się poprzytulać do mamy... - Przyciągnęła ją do siebie, zaczynając łaskotać, co od razu spowodowało u Małej wybuch śmiechu.
***
Chcąc nie chcąc, po śniadaniu musiała spełnić prośbę Małej i zabrać ją na spacer. Nie daleko swojego osiedla znalazły niewielki park. Julka od razu biegnąc w stronę trawnika przykrytego sporą ilością śniegu, zażyczyła sobie bałwana. Prawie dwie godziny później wykończone dotarły z powrotem do mieszkania. Przygotowała dziewczynce drugie śniadanie i kiedy jakiś czas później zajęła się zabawą na jej łóżku, Majka kończyła rozpakowywać swoje rzeczy.
***
Kilka dni później
- Pięknie zjadłaś. - Uśmiechnęła się do Julki, kiedy prawie wszystkie kanapki zniknęły z jej talerzyka. - Pójdziemy teraz na zakupy, dobrze? Kupimy sobie coś dobrego na obiadek. Chodź! - Wstała od stołu, pomagając Małej zejść z krzesła.
Radziły sobie całkiem nieźle. Maja wychodząc z dzieckiem na spacer, powoli uczyła się, że nie musi już ciągle rozglądać się dookoła. Mogła spokojnie pójść do parku, na zakupy.
- Gotowa? - Zakładając płaszcz, spojrzała na Małą, która wróciła do przedpokoju niosąc w rączkach ulubionego misia.
- Taa!
- To idziemy! - Uśmiechnęła się, otwierając drzwi i wyciągając rękę do Małej. - Daj łapkę.
- Nee... - Odsunęła się do razu.
- Kochanie... - zaczęła, zamykając drzwi i wyjmując z kieszeni klucze – stój tutaj, czekaj na mnie. Jula! - Podniosła głos, przekręcając klucz w zamku, kiedy kątem oka zauważyła, że dziewczynka zbliża się do schodów.
- Hej, hej Mała! Czekaj na mamusię. - Usłyszała za sobą głos mężczyzny zbiegającego z góry. Głos, który spowodował, że od razu odwróciła się, patrząc na niego bez jakiejkolwiek reakcji.
Zaskoczony milczeniem dziewczyny podniósł na nią wzrok i też zamarł.
- Ma... Majka?! - Wydusił w końcu z siebie.
- Co... Paweł... - Czuła jak z każdą sekundą jej oczy wypełniają się łzami. Paweł cały czas kucał obok Julki, trzymając ją za rączkę. Byli do siebie tak podobni...
- Co tu robisz? Skąd, jak...
- Wróciłam prawie tydzień temu. Paweł, przepraszam. - Wyszeptała. - Muszę... muszę ci coś opowiedzieć. - Mówiła drżącym głosem.
- Paweł! Ile mam na ciebie czekać?! - Nagle na półpiętrze pojawiła się Iza, posyłając Zduńskiemu wściekłe spojrzenie. - Za godzinę zaczynamy szkolenie! Skończyłeś chociaż tę prezentację dla mnie?!
- Iz... Porozmawiamy. - Przytaknął, spoglądając na Majkę. - Spieszę się do pracy.
- Chodź tu... - Przygarnęła do siebie Julkę, nadal nie mogąc oderwać wzroku od chłopaka schodzącego na dół.
Uwielbiam to opo! ♥
OdpowiedzUsuńI szkoda mi tych biedaczków, tu w tym momencie, ale... I tak kocham, haha! ♥