4.

Obudziła się z bólem głowy, kiedy na zewnątrz było jeszcze prawie ciemno. Próbowała zasnąć, ale nie potrafiła. W końcu podniosła się. Związała włosy, narzuciła na ramiona sweter i zajrzała do pokoju Julki. Mała spała spokojnie, wtulona w poduszkę i ściskając w rączce misia. Poprawiła jej kołderkę i wyszła do kuchni. Zaparzyła sobie kawę i usiadła przy stole, ukrywając twarz w dłoniach. Musiała się ogarnąć. Było jeszcze wcześnie, ale Mała w każdej chwili mogła się obudzić.
***

- Zduński, czego się tak rozbijasz? Wiesz, która jest godzina? - Janek pojawił się w kuchni, patrząc zaspanym wzrokiem na wspólnika.
- Wiem, przepraszam. - Upił łyk kawy. - Nie mogę spać. - Pokręcił głową. - Ciągle myślę o tym wszystkim, o Majce, o Małej... Co przeszły... Boże... Dobra, dzięki za wczoraj, lecę.
- Ale dokąd?
- Do Majki. Muszę. Na razie! - Dopił kawę, odstawił kubek do zlewu i zabierając płaszcz, wyszedł z mieszkania Zawadzkiego.
Dalej nie potrafi tego wszystkiego pojąć i nie wiedział co będzie dalej... Dochodziła 6 rano i może powinien jeszcze zaczekać, ale nie potrafił. Musiał pójść do Chojnackiej, musiał z nią porozmawiać teraz.
Jakiś czas później trafił do ich bloku i stanął pod drzwiami dziewczyny. Dopiero po chwili zdecydował się zapukać. Majka prawie od razu pojawiła się w drzwiach. Włosy związane byle jak, rozciągnięty sweter, dwa pluszaki w ręce, podkrążone oczy i ten smutek malujący się w nich. Tak dobrze ją znał. Był prawie pewien, że przepłakała pół nocy.
- Paweł... - Wyszeptała zaskoczona.
- Nie obudziłem cię? Przepraszam, ale... musiałem przyjść.
- … - Bez słowa odsunęła się i wpuściła go do środka. - Po co przyszedłeś? - Spojrzała na chłopaka, kiedy weszła za nim do kuchni.
- Musimy porozmawiać... Majka. - Spojrzał w jej oczy, w których od razu zauważył delikatnie iskrzące się łzy. Widział jak się boi. - Chcę cię przeprosić. Za wczoraj. Wiem co pomyślałaś, przecież cię znam...
- Po prostu powiedz, że...
- Nie powiem. - Pokręcił głową. - Musiałem to sobie ułożyć, nie wiedziałem co ci powiedzieć, co zrobić. Dalej... nie potrafię sobie wyobrazić, przez co musiałyście przejść i że... że jest Julka... Boże, Majka, przecież to jest jak jakiś sen! - Zrobił kilka kroków w jej stronę.
- Paweł ja... - przymknęła oczy – nie chcę, żebyś myślał, że ja czegokolwiek od ciebie oczekuję. Nie mogę, nie chcę. Tylko Julka... - Urwała, kiedy głos jej się załamał.
- Maja... Nie płacz. - Podszedł i po prostu przytulił ją do siebie, a ona od razu, odruchowo wtuliła się w jego ramiona. Tak bardzo przecież za tym tęskniła. Za nim. Chociaż nauczyła się myśleć inaczej. - Wiem, że to wszystko jest trudne, że... wszyscy potrzebujemy czasu, żeby się w tym odnaleźć... Ale... przecież to jest moje dziecko. - Odsunął ją delikatnie od siebie. - Nie myśl, że nie chcę. Chcę. Chciałbym... ją poznać. Dowiedzieć się wszystkiego...

- … - Uśmiechnęła się, chociaż jej oczy dalej były pełne łez.
Kiedy przez chwilę milczeli, usłyszeli tupot nóżek Małej i po chwili jej wołanie z sypialni Chojnackiej.
- Kochanie, tu jestem! - Wychyliła się z kuchni, uśmiechając się do dziecka. - Wyspałaś się?
- Taa! - Uśmiechnęła się szeroko. Po chwili zbliżyła się do mamy, zauważając Zduńskiego.
Chłopak uśmiechnął się do siebie, patrząc na zaspaną dziewczynkę. Chwilę później kucnął, nie odrywając od niej wzroku.
- Cześć. - Odezwał się niepewnie. - Masz na imię Julka, prawda?
- … - Przytaknęła, przyglądając mu się.
- Ja jestem Paweł.
- Może... Może zjesz z nami śniadanie? - Maja zaproponowała niepewnie, spoglądając na Pawła.
- … - Zaskoczony podniósł na nią wzrok.
- Julka na śniadanie najbardziej lubi kanapki z nutellą. - Rzuciła, nadal patrząc na chłopaka.
- … - Kąciki jego ust uniosły się lekko ku górze. - Chętnie z wami zjem. - Uśmiechnął się do Małej.

Nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, kiedy siedzieli w trójkę przy stole. Wyglądali jak normalna rodzina. Tak powinno być zawsze, a przecież dobrze wiedziała, że nie może. Paweł był tutaj tylko ze względu na Julkę i tak będzie zawsze.
- Oćmy na pacel... - Julka odezwała się nagle, podnosząc wzrok na Majkę.
- … - Wyrwana z zamyślenia spojrzała na buzię dziecka. - Później. - Uśmiechnęła się. - Teraz trzeba zjeść, zobacz jeszcze masz jedną kanapeczkę.
- Nee cee. Ce na pacel i bałana!
- Słonko... - Westchnęła, wiedząc, że nie łatwo będzie przekonać dziewczynkę. Mała odziedziczyła po niej opór charakterystyczny dla Chojnackich.
- Julka... - Odezwał się niepewnie. - Umówimy się na coś?
- Cio? - Spojrzała na niego uważnie.
- Jak ładnie dojesz śniadanko, ulepimy największego bałwana na świecie, dobrze?
- … - Przytaknęła główką.
- I o ile mamusia się zgodzi... - Skierował swój wzrok na Majkę.
- … - Przez chwilę nie wiedziała co odpowiedzieć. Zaskoczyła ją propozycja Zduńskiego. Dopiero co dowiedział się o jej powrocie, o istnieniu Julki... - Mm... Nie mogę cię tak długo zatrzymywać... Na pewno musisz iść do pracy...
- Dadzą sobie radę beze mnie.
- Mamo...
- No dobrze. Ale teraz jedz. - Uśmiechnęła się do Małej.

Wolnym krokiem spacerowali alejką parku. Julka biegała kawałek przed nimi, co jakiś czas oglądając się w ich stronę. Oboje milczeli. Paweł sam nie wiedział dlaczego tu jest, czemu to robi... Istnienie Julki ciągle było dla niego abstrakcją, ale czuł, że musi. Chciał.
- Odbierz. - Odezwała się, spoglądając na niego kątem oka, kiedy jego komórka rozdzwoniła się po raz kolejny.
- Nic ważnego. - Rozłączył połączenie, ignorując uparcie migający na ekranie napis „Iza”. - Przeżyją. - Uśmiechnął się blado.
- Oaza?
- Oazy już nie ma. - Pokręcił głową.
- Jak to? - Spojrzała na niego zaskoczona.
- Splajtowaliśmy. Ale zaraz potem otworzyliśmy z Jankiem Bistro, no a teraz oprócz tego jest jeszcze... ta cholerna korporacja. - Spojrzał na nią, czekając na reakcję. - Kiedy... po tym jak wyjechałaś wróciłem na studia. W zeszłym roku się obroniłem i teraz robię to, przed czym się broniłem. - Na wspomnienie studiów i obrony, od razu zauważył, że na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Fajnie. Znaczy, że skończyłeś. Ale... nie chcę, żebyś miał przez nas problemy w pracy.
- Niee... - Pokręcił głową. - Załatwię to.
- Mamo! - Julka podbiegła do nich. - Oć lepić! - Chwyciła ją za rękę, ciągnąc za sobą.
Uśmiechnął się do siebie, idąc powoli za nimi. Przez głowę przemknęła mu myśl, że mogli być teraz szczęśliwą rodziną, obie mogły być 'jego dziewczynami'. Tymczasem... był dla swojej córki zupełnie obcym człowiekiem. Znowu jego komórka zaczęła dzwonić w kieszeni jego płaszcza i znowu na ekranie pojawiło się imię jego 'szefowej'. Kolejny raz rozłączył połączenie. Wiedział, że trudno będzie przekonać Izę, że naprawdę miał coś ważnego, przez co nie mógł nawet zadzwonić, ale nie chciał z nią teraz rozmawiać.
Po chwili zauważył, że Mała biegnie w jego kierunku, po tym jak Majka jej coś powiedziała na ucho.
- Oć! - Zawołała, łapiąc go za rękę.  

Komentarze